Święta mojej młodości i o czym mogłaby być polska Opowieść Wigilijna?

O czym mógłby dzisiaj napisać Karol Dickens w opowieści wigilijnej?

Nadchodzą święta Bożego Narodzenia. Szczególny czas, który został w ostatnim czasie bardzo skomercjalizowany. Pamiętam, dawno temu, jak byłem dzieckiem, inne były czasy. Ludzie wiązali koniec z końcem, ale byli za to niezwykle szczęśliwi. Z utęsknieniem oczekiwali tych szczególnych dni, kiedy mogli zostać dłużej w domu. Nie było wtedy wolnych sobót, jeszcze w wigilię chodzili do pracy, a kiedy wracali, cieszyli się, że będą mieli kilka dni odpoczynku. Choinkę ubierało się w wigilię.
Była taka niezwykła celebracja. Najpierw porządki, gotowanie, pieczenie, a potem ubieranie choinki.
Pięknej, żywej a przede wszystkim pachnącej. A kiedy choinka już była  ubrana, kiedy zaświeciła pierwsza gwiazda, zasiadało się do stołu. Nastrój był bardzo uroczysty, dzielono się opłatkiem, składano życzenia, śpiewano kolędy. Potem pasterka. Pierwszego dnia świąt, rankiem, dzieci szukały pod choinką prezentów. Nie było w nich lalek Barbi, Rainbow High,  smartfonów, tabletów, xboxów, i tych różnych innych dzisiejszych gadżetów, o których się wtedy nie śniło. Pamiętam, że w paczkach były czekolady, orzechy włoskie, jakieś cukierki, pomarańcze.  Kilka dni wcześniej, w telewizji wiadomości podawały, że do portu wpłynął statek, który dostarczył cytrusy na święta. I kto żyw, ruszał do sklepu, aby zdążyć z zakupem, bo nie dla wszystkich starczało. A w święta spotkania rodzinne, śpiewanie kolęd.

A dzisiaj?
Dzisiaj świętujemy już od początku listopada. Jeszcze przed wszystkimi świętymi widziałem bożonarodzeniowe smakołyki. Minęło Święto zmarłych, a w pełnej krasie pojawiły się w galeriach i innych sklepach dekoracje świąteczne, w telewizji świąteczne reklamy. Jeszcze trochę i zapanuje zupełny misz – masz, bo nie trzeba będzie w ogóle zdejmować dekoracji. I wymiesza się Wielkanoc z Bożym Narodzeniem, ze Świętem Zmarłych, itd. A może w ogóle zlikwidują nam święta?
Nastąpiła duża zmiana w mentalności ludzi, świat zupełnie został odmieniony przez pandemię koronawirusa.

Okres przedświąteczny to dla mnie czas powrotu do lektury książki Karola Dickensa „Opowieść Wigilijna”. Dla przypomnienia, jest to historia Scrooga – skąpca, pozbawionego skrupułów dusigrosza, skrytego, zamkniętego w sobie i wyzyskującego innych człowieka, który pod wpływem ukazujących mu się zjaw w Świąteczne noce, postanawia stać się innym człowiekiem.

Z pewnością to przesłanie, mimo, że książka ukazała się w grudniu 1843 roku, pozostaje aktualne po dzień dzisiejszy.

Niezwykle istotne są słowa siostrzeńca bogacza, który o Świętach Bożego Narodzenia mówi jako
o „ dniach błogich, dniach przepełnionych dobrocią, duchem miłosierdzia, dniach radosnych. Jako o jedynych znanych dniach pośród całego długiego roku, kiedy mężczyźni i kobiety, niejako na podstawie milczącej ugody, otwierają szeroko swe serca i zdają się traktować ludzi niżej od siebie stojących tak, jak gdyby naprawdę byli to ich towarzysze wspólnej wędrówki do grobu, nie zaś inna rasa istot, zdążających w innym zgoła kierunku”.

Obserwując to co się dzisiaj dzieje w naszym kraju, czy można mówić o dniach, które opisywał Dickens? Myślę, że nie. Scrooga jest odzwierciedleniem rządzących elit, które za nic mają dobro kraju, swoich obywateli. Kiedy czytam maile Dworczyka, kiedy słucham dyskusji w Sejmie, kiedy wreszcie dowiaduję się jak olbrzymie majątki posiadają najważniejsze osoby w państwie i jak  w ich posiadanie wchodzą to ogarnia mnie przerażenie. Arogancja, własny interes, bogacenie się jednostek powiązanych z rządzącymi łupienie ciężko pracujących Polaków i wreszcie kłamstwo które wkradło się do polityki. Cały czas rządzący zastanawiają się jak zabrać więcej, aby było nadal co rozkradać.

Kolejna rzecz to kryzys na granicy. Telewizja urządza koncert w hołdzie służbom zaangażowanym w ochronę granic, za miliony, podczas kiedy te pieniądze mogłyby być przeznaczone na cele charytatywne, na pomoc przebywającym na granicy ludziom. Dzisiaj rządzący mówią o chrystianizacji Europy, o niesieniu na zachód moralności chrześcijańskiej. Jak się mają słowa Ewangelisty Mateusza, który zwraca się do potępionych:
„Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie. Wówczas zapytają i ci: Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie? Wtedy odpowie im: Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili”. (MT 25; 42-45)

Mając przed oczyma dzisiejszych rządzących, zastanawiam się, o czym mógłby dzisiaj napisać Dickens  Współczesną Opowieść Wigilijną. Jakie niosłaby przesłanie dla kolejnych pokoleń.

Spróbuję zabawić się w tego autora i opowiem, jak ja bym to widział.

Myślę, że na początek powinien pojawić się rządzącym Duch w kajdanach.
Mógłby to być jeden z przywódców konfederacji targowickiej, których działanie zakończyło się II rozbiorem Polski, poprzedzonym wojną polsko – rosyjską 1792 r.
27 kwietnia 1792 trzynastu magnatów przebywających w Petersburgu zawiązało konfederację generalną koronną. Akt Konfederacji podpisali:  generał artylerii koronnej Stanisław Szczęsny Potocki, hetman wielki koronny Franciszek Ksawery Branicki oraz hetman polny koronny Seweryn Rzewuski.

Dla zwolenników Konstytucji 3 Maja konfederacja targowicka była symbolem zdrady narodowej. Podczas insurekcji kościuszkowskiej w 1794 roku wielu jej przywódców, skazano na śmierć i infamię oraz publicznie wieszano na szubienicach. Na tych, których nie udało się schwytać, m.in. na Stanisławie Potockim, Sewerynie Rzewuskim i Franciszku Branickim, wykonano wyrok „na wizerunku”, czyli wieszając ich portrety.

Co stoi więc za tym, aby duch zdrajcy się pojawił?

Po to, aby przestrzec przed tym, co może się stać, jeśli się nie opamiętają.  Przeniósłby rządzących w tamte burzliwe czasy, pokazując skutki zgubnej polityki,  działania na szkodę ojczyzny, prywaty, dbania tylko o własne interesy, nie liczenie się z narodem. A potem duch przeniósłby ich w czasy współczesne, pokazujące politykę sprzeczną z interesami Narodu. Pokazałby
skoncentrowane wojska rosyjskie u wrót Ukrainy, i działania, które wskazują na bardzo opłakany stan wyposażenia naszej armii po decyzjach poprzedniego kierownictwa odpowiedzialnego za obronność kraju.

Duch ten zapowiedziałby w ciągu kolejnych 3 dni przybycie jeszcze trzech duchów – ducha przeszłości teraźniejszości i przyszłości.

Wg mnie pierwszym mógłby być Duch któregoś z Wielkich Polaków, którzy po klęsce powstań udali się na emigrację i tam byli niezwykle serdecznie przyjmowani, często wsławiając się w walkach o niepodległość krajów, które ich przyjęły. Mógłby to być Duch Tadeusza Kościuszki, mógłby to być Wieszcz Narodowy Adam Mickiewicz. Duch jak na filmie, pokazałby także sceny z pól bitewnych, martyrologię Narodu Polskiego, ostrzegając przed dalszym osłabianiem pozycji Polski na arenie międzynarodowej, pokazując jej postępującą izolację.

Drugi Duch – duch współczesności, zapewne miałby bardzo wiele do pokazania. Umierających imigrantów na granicy i niezgodne z duchem chrześcijańskim działanie władz.  W pierwszej kolejności pokazałby Wigilię 2021 r. i puste miejsce przy stole. Dla Jezusa, przychodzącego w postaci Imigranta. I przypomniałby słowa z pisma świętego, które wcześniej cytowałem. Pokazałby też ludzi, którzy umierają często samotnie z powodu braku należytej opieki. Którzy nie mogą korzystać z opieki lekarskiej, ponieważ jest ona skoncentrowana nie na leczeniu, a na biznesie.
Może z zażenowaniem uśmiechnąłby się na widok rosnących z dnia na dzień nosów współczesnych Pinokiów, którzy co innego mówią, a co innego robią w imię prywatnych interesów.
I wreszcie pokazałby arenę słownych utarczek. Dzisiejszy polski Sejm, siedlisko handlarzy, sprzedających stołki w ministerstwach, spółkach należących do Skarbu Państwa. Handlujących swoją moralnością.  Pokazując te obrazy głośno ostrzega przed tym, co się może zdarzyć. Mógłby to być Duch Józefa Piłsudskiego, może Kardynała Wyszyńskiego.

Dnia trzeciego ukazuje się Duch Nadziei. Może byłby nim duch Św.  Jana Pawła II.  Pokazuje rządzącym budzącą się Polskę.   Wraca do czasu, kiedy rodziła się Solidarność. Jak filmowe kadry przed ich oczyma przesuwają się obrazy stanu wojennego, obozy internowanych, zmiany ustrojowe. Pokazałby miejsce na  którym  podczas swojej pierwszej pielgrzymki do Ojczyzny, powiedział: „Niech zstąpi duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi”. A więc nadzieja istnieje. Nadzieja na opamiętanie się, na przywrócenie krajowi należytej godności.

Ciekawi mnie, czy wy mielibyście jakieś typowania duchów, które mogłyby „potrząsnąć obecną elitą”.
A może opisalibyście Święta Waszej młodości?

O Autorze 

Absolwent Europejskiej Akademii Planowania Finansowego, uzyskał Certyfikat Doradcy Finansowego €FG, Certyfikowany Trener Biznesu, Coach, Konsultant Kryzysowy

    Znajdź mnie:
  • facebook
  • linkedin
  • skype