Nowy właściciel, czyli idzie ku lepszemu.

Wczoraj jadąc jedną z ulic Tomaszowa Mazowieckiego, zwróciłem uwagę na witrynę jednego ze sklepów.
Nie zapamiętałem jego nazwy, zwróciłem uwagę na inny element. Otóż na murze, obok szyldu z nazwą sklepu wisiała jeszcze jedna tablica, na której widniał napis: „Nowy właściciel”. Kiedy przeczytałem tą właśnie informację, zacząłem zastanawiać się dlaczego w eksponowanym miejscu powieszono tę tablicę. Co takiego chciano przekazać klientom odwiedzającym sklep. Myślę, że gdyby poprzedniemu właścicielowi interesy szły dobrze, to w przypadku sprzedaży sklepu, nowy nie musiałby informować kupujących o zmianach organizacyjnych. W przypadku dużych sieci handlowych, zmiana właściciela sklepu najczęściej wiąże się z tym, że mija okres, nazwijmy to bezpodatkowy i market przejmuje nowa sieć. Mija kolejne kilka lat i kolejna zmiana. W Piotrkowie najpierw był hipermarket Hipernowa, potem Carrefour, po nim Real, a teraz  Auchan. Natomiast w przypadku małego sklepu osiedlowego, interpretowałbym to zupełnie inaczej. W/g mojej oceny dotychczasowemu właścicielowi sklepu po prostu nie szło. Nie zarabiał prawdziwych pieniędzy. Mógł nie trafić z ofertą handlową, mieć złe podejście do klientów, mógł też mieć pracowników, którzy otrzymując małe wynagrodzenie, pracując okrągły tydzień, nie utożsamiali się z tym co robią.Czasami jest tak, że właściciel firmy posiada kilka biznesów, nad którymi nie do końca potrafi zapanować, ciągnie kilka srok za ogon, Nie chce dobrze zapłacić osobom, które mogłyby spełniać rolę osoby zaufanej, kontrolującej. Myśląc o tym przypomniała mi się inna sytuacja. Otóż kiedyś na jednej z ulic Piotrkowa Tryb.. funkcjonowały dwa bary piwne. Jednemu właścicielowi wiodło się bardzo dobrze, sytuacja finansowa drugiego była wręcz opłakana.
Zadawaliśmy sobie z kolegą pytanie, dlaczego tak się dzieje. Okazało się, że właściciele zupełnie inaczej podchodzili do prowadzonego biznesu. Jeden z nich postawił na kulturę obsługi oraz na kulturalnych gości. Przychodzili po pracy napić się piwa, porozmawiać z kolegami, potem spokojnie się rozstawali, idąc do domów. Odmienne podejście miał drugi właściciel, który w swoim pubie przyjmował
zupełnie innych gości. Byli to często ludzie z marginesu, osoby pijące, przeklinające itp. Kupowali tam jak mieli, to za pieniądze, jak nie mieli to na krechę, czyli taką swoistą pożyczkę od właściciela. Ale wiadomo, że większość wielbicieli trunku wiedziała, gdzie iść aby spokojnie, w pełnej kulturze wypić piwo. Być może tak było z pierwszym właścicielem sklepu. Postawił na przeciętność, zamiast zaoferować klientom wyższą wartość. Może wystarczyło zwrócić uwagę na to, co klienci mówią, bo w ich słowach można byłoby odczytać oczekiwania co do asortymentu sklepu, jakości obsługi, godzin  pracy, itp. A może potrzebowali niestandardowego podejścia – chcieliby np. rano wstać i znaleźć pod drzwiami świeże pieczywo, mleko, itp. Żyjemy obecnie w niesamowicie dynamicznych czasach, ciągle coś się dzieje, wygrywają nowe pomysły, niestandardowa obsługa, wartość dodana, itp. Tak więc przejmując biznes, nowy właściciel jest być może osobą równie dynamiczną jak otaczająca go rzeczywistość. widzi więcej i potrafi to przełożyć na nie lepsza ale inną jakość obsługi. I to procentuje, bezpośrednio przekładając się na wynik finansowy.
Dzisiejszy klient nie lubi jak chcemy mu coś sprzedać, on lubi sam kupować, a sprzedawca ma mu w tym pomóc. Ciekawi mnie, jak to wszystko ma się do tego sklepu w Tomaszowie Maz. Obiecałem sobie, że przy najbliższej bytności w tym mieście wejdę do sklepu i porozmawiam na ten temat z właścicielem.

Stanisław Bińkiewicz

 

O Autorze 

Absolwent Europejskiej Akademii Planowania Finansowego, uzyskał Certyfikat Doradcy Finansowego €FG

    Znajdź mnie:
  • facebook
  • linkedin
  • skype