Owocowe Eldorado

Dzisiaj dalszy ciąg wątku wiejskiego. Jestem w swojej rodzinnej miejscowości Biała Rawska, gdzie spędzam długi weekend. Przez dwa dni – piątek i sobotę cały dzień przebywałem u znajomych w wiejskiej okolicy, gdzie dla relaksu rwałem wiśnie. Nie ma to jak praca na świeżym powietrzu. Jest ona chyba lepszym wypoczynkiem niż całodzienne leżenie na plaży. Czysty zysk dla organizmu. Ponieważ dawno nie byłem w tej okolicy, staram się porównywać obraz, który pozostał w mojej pamięci z młodych lat, z tym obecnym. To już nie ta sama wieś – piękne domy, nowy sprzęt, nowe samochody. Ale najważniejszą zmianą to inna struktura upraw. Kiedyś małe gospodarstwa, w których rolnik wyhodował świnkę na własne potrzeby, miał swoje mleko, warzywa, ziemniaki. Dzisiaj w rejonie Białej Rawskiej dominują uprawy sadownicze. Kwitnie przedsiębiorczość. Rolnicy stworzyli grupy producenckie, które pobudowały olbrzymie sortownie owoców, poszukują zbytu dla swoich członków. Nie uświadczysz więc warzyw – te kupuje się na giełdach warzywnych, o krowach lepiej nie mówić, a i świń tu nie uświadczysz. Jest to więc taki wydawać by się mogło owocowy raj. Ale dzisiaj doświadczyłem rozczarowania. Że ten sielski obrazek ma i drugie dno. Kiedy byłem tam wśród dojrzałej wiśni, przyjechał syn znajomych, młody chłopak, który w tym roku wybiera się do szkoły średniej. Przywiózł ze sobą wiaderko, żeby urwać czarnej porzeczki. Ja pytam, czy jest jeszcze czarna porzeczka, bo według mnie, już dawno się skończyła. A on pokazuje mi obok pole. Nie wiem, na oko co najmniej dwa hektary niezerwanej porzeczki. Poszedł on do właściciela i spytał czy może sobie urwać, na co ten odpowiedział, bierz ile chcesz, bo my i tak nie będziemy jej w ogóle rwali, bo nam się nie opłaca. Bo wynajęcie sprzętu czy ludzi będzie droższe, niż zarobione pieniądze. Jakie marnotrawstwo? Przecież można byłoby coś z tymi porzeczkami zrobić. Dlaczego nie ma na wsi małych zakładów przetwórczych, które spożytkowały by nadwyżki surowca, na zrobienie półproduktów, które mogłyby być sprzedane wtedy, kiedy brakowałoby surowca. Nikomu się nie opłaci.
Pogawędziłem trochę z tym młodym człowiekiem, będącym u progu dorosłości. Pomyślałem, że może on zostanie w przyszłości przedsiębiorcą, i będzie kontynuował zmiany strukturalne na wsi. Spytałem się, gdzie będzie się dalej uczył. Powiedział, że idzie do szkoły ogrodniczej. Czy pociąga Cię praca w ogrodzie -powiedział, że nie, robi bo musi. On idzie do takiej szkoły dlatego, że tak chciała mama, bo jak ją skończy, przepisze mu gospodarstwo. Tylko ciekawe czy za kilka lat, w dobie przemian, takie małe kilkuhektarowe gospodarstwo będzie miało sens istnienia? Ile będzie mogło zarobić? Kontynuowałem dyskusję. Ale to Twoje życie, mówię. Podejmujesz ważną życiową decyzję i ona powinna wynikać z tego co Ciebie interesuje, czym się pasjonujesz. I spytałem, czym on w takim razie się pasjonuje. Okazuje się, że naprawdę pasjonuje go tylko jakaś gra komputerowa. Mówi. Mój dzień jest taki, że wstaję o ósmej, jem śniadanie, potem idę rwać wiśnie. Około pierwszej jadę z pola na obiad, chwila odpoczynku i z powrotem na pole. Potem rwanie do godz. 18, następnie zwożenie owoców i odwiezienie na punkt skupu. Potem powrót do domu mycie, kolacja i najważniejsza część dnia. Około godz. 20.30, codziennie siada przed komputerem, loguje się, rejestruje i gra. Dzień w dzień już od pięciu lat. Spytałem go, czy nie żal mu tych straconych godzin przed komputerem. Czy przeliczył ten zmarnowany w życiu czas, w którym mógłby zrobić coś pożytecznego. Nie, nie ma poczucia straconego czasu. Bo to jest fajne. Taka wirtualna gonitwa, zdobywanie poziomów, wirtualne pieniądze, itd. Tylko dlaczego wirtualne. Podejrzewam, że gdyby przez tyle lat grał w grę edukacyjną typu Cash Flow nauczyłby się czegoś. A tak do Owocowego Eldorado będzie mu bardzo trudno dotrzeć.

Stanisław Bińkiewicz

 

O Autorze 

Absolwent Europejskiej Akademii Planowania Finansowego, uzyskał Certyfikat Doradcy Finansowego €FG

    Znajdź mnie:
  • facebook
  • linkedin
  • skype