Zrób to sam, ale przy finansach firmy nie majsterkuj.

diy-furniture

Kto pamięta Adama Słodowego?

Adam Słodowy w latach 60 i 70 ubiegłego wieku, był twórcą programu telewizyjnego, zatytułowanego „Zrób to sam”. Napisał też książki „Lubię majsterkować”, czy też „Majsterkowanie dla każdego”
Były to czasy, w których wszystkiego brakowało, nie tylko pieniędzy, ale też mebli, artykułów gospodarstwa domowego, itp. Tak więc Pan Adam zachęcał Polaków, aby wzięli sprawy w swoje ręce i sami robili wyposażenie mieszkań, naprawiali sprzęt AGD, przeprowadzali remonty swoich Syrenek, małych Fiatów, czy też Trabantów. W tym celu ukazywało się wiele poradników, chociażby „Sam naprawiam swój samochód”. W ten sposób powstało w kraju setki a może nawet i tysiące tzw. złotych rączek. Zrobię to sam, nie dam zarobić innym. Dzisiaj te czasy są już od nas odległe. Nowe samochody wyposażone w komputery pokładowe, telewizory na układach scalonych, już nie na lampach, różne mikroukłady w urządzeniach AGD spowodowały, że akurat w tych segmentach hasło „Zrób to sam”. staje się coraz bardziej wyobcowane. Do diagnostyki bowiem niezbędny jest specjalistyczny sprzęt oraz zupełnie inne umiejętności, niż te, które posiadali reprezentanci tamtego pokolenia.

A co ma wspólnego Adam Słodowy i jego „Zrób to sam” z finansami firmy?

Bezpośrednio nic. Ale pośrednio wiele. Zacznijmy od tego, co mogło się dziać w  finansach w tamtym czasie? Niewiele. Nie było giełdy, w Polsce działały banki – NBP, PEKAO S.A.. BGŻ i Handlowy, na rynku lokalnym natomiast banki spółdzielcze. Nie było jeszcze kont bankowych, wynagrodzenie wypłacał kasjer. Z kredytów głównie korzystały przedsiębiorstwa państwowe oraz spółdzielnie. Obecne czasy to już inna bajka. Na każdym rogu ulicy bank, w telewizji reklama produktowa, na e-mailach oferta najlepszych kredytów.
Olbrzymi chaos informacyjny sprawia, że znalezienie właściwego produktu, który byłby odpowiedni dla firmy graniczy z cudem. Ja sam będąc doradcą muszę ciągle czytać, szukać w internecie, regulaminach produktowych, aby mniej więcej poznać to, co proponują banki, czym ich produkty różnią się od konkurencji. Ale obserwując rozwój mikro oraz małych firm, czasami mam wrażenie, że ich właściciele nadal wyznają zasadę „Zrób to sam”. Tylko zamiast majsterkować przy swoim samochodzie, majsterkują przy swoich finansach. Podejmują nieracjonalne działania, zaciągają kredyty, których nie potrzebują, bo nie są dopasowane do potrzeb firmy, nie czytają umów kredytowych oraz regulaminów. Nie znają też zasad dodawanych coraz śmielej przez banki różnych pakietów, którymi te rekompensują sobie niższe odsetki, podnosząc znacznie koszt obsługi kredytu. A potem lament, ponieważ właściciel firmy:

  1. Otrzymuje pismo z banku kosztujące 200 zł, które informuje go, że nie wywiązuje się z obrotów na koncie.
  2. Od dwóch czy trzech lat płaci pakiet ubezpieczeniowy „Ubezpieczenie od utraty zysku”, kosztujący bagatela, 1% wartości kredytu miesięcznie, nie wiedząc, że konkretnie dla jego firmy to ubezpieczenie nie gwarantuje uzyskania jakiegokolwiek odszkodowania w przypadku powstania zdarzenia.
  3. Płaci tzw. pakiet płynnościowy, w zależności od sytuacji 1 albo 0,5 albo 0,3% wartości kredytu miesięcznie, nie wiedząc do czego może mu się to przydać ani jak z niego korzystać.
  4. Zawiera umowę, nie czytając warunku, który obliguje go do dokonywania obrotów na koncie w postaci tzw. czystych wpływów, którego nie będzie w stanie spełnić. Bo jest np. małym zakładem fryzjerskim, którego jedynymi wpływami na konto będą wpłaty gotówkowe utargu.

Tych przykładów można by mnożyć. Każdy bank to inne oprocentowanie, inne zasady obsługi konta, inne warunki wcześniejszej spłaty. Brak także wiedzy o innych, alternatywnych źródłach finansowania, znacznie korzystniejszych niż bankowe. Nie można iść ot tak po prostu do jednego banku zaciągnąć kredyt, nie porównując innych ofert. Nie poznając tych kruczków, podrażających koszty.

We współczesnych finansach wytrych nie wystarczy.

Przedsiębiorca może się znać na swojej pracy, rozwijać swoje pasje, ale niekoniecznie musi orientować się w sprawach związanych z finansowaniem firmy, znać regulaminy kredytowe, taryfy opłat i prowizji.
Nie zna możliwości kalkulatora finansowego, który w ciągu kilku minut może policzyć wielkość kosztów kredytu, tym samym porównując różne oferty banku.

Od tego jest doradca finansowy.

Kiedy dzwoni do Ciebie Doradca Finansowy, nie odtrącaj jego pomocy. Nie odkładaj słuchawki, wysłuchaj co chce Ci powiedzieć. Umów się z nim na spotkanie. Być może dowiesz się tego, o czym nie masz pojęcia.
Skorzystaj ze specjalistycznej wiedzy.

Czas „Zrób to sam” to historia, która nie wróci.

Rób swoje, a pozostałe sprawy zostaw specjalistom. Zobaczysz jak Twoja firma zacznie się zmieniać.

 

Stanisław Bińkiewicz

 

O Autorze 

Absolwent Europejskiej Akademii Planowania Finansowego, uzyskał Certyfikat Doradcy Finansowego €FG

    Znajdź mnie:
  • facebook
  • linkedin
  • skype