W Dzień Nauczyciela o edukacji finansowej

Dzisiaj jak co roku obchodzimy Dzień Nauczyciela. Przeglądam strony internetowe i niewiele widzę informacji na ten temat. Zbliżające się wybory, na dalszy plan spychają z pierwszych stron inne tematy, które są również ważne dla przyszłości kraju. Wszyscy widzimy, jaki jest stan polskiego szkolnictwa, jak wyglądało ono kiedyś, jak wygląda obecnie. Kiedy tak patrzę z perspektywy czasu, widzę, że się niewiele zmieniło. Sam również mogę siebie traktować jak Nauczyciela. No, może prawie. Bowiem prowadzę szkolenia na różnych kursach z przedsiębiorczości, finansów, budżetowania, itp. Obserwuje uczestników szkoleń i ich często dużą odporność na wiedzę. Czasami nawet zastanawiam się czy warto się do zajęć przygotowywać. Oto odbywa się szkolenie dla przyszłych przedsiębiorców. Właśnie otrzymali oni pozytywne decyzje o przyznaniu dotacji na rozpoczęcie działalności gosp. Ale żeby otrzymać pieniądze, muszą zaliczyć szkolenie z przedsiębiorczości. I przychodzi taka grupa na zajęcia, najczęściej przemądrzałych, młodych osób, które kompletnie nie są zainteresowani zdobyciem nowej fachowej wiedzy. Liczy się tylko podpis na liście obecności. A w kuluarach słyszę takie głosy – aby tylko przetrwać rok. Mija rok, działalność jest zamykana, warunek Urzędu Pracy jest spełniony, zakupione z dotacji środki
pracy stają się własnością już byłego przedsiębiorcy. Inny przykład. Grupa szkoleniowa pań w różnym wieku od 20 do 50 lat, przy czym dominują te młodsze. Szkolenie z zakresu technik sprzedaży.
Osoby biorące udział w szkoleniu bardziej są zainteresowane bonami otrzymanymi od MOPS na zakup butów, paczkami żywnościowymi, kuponami na fryzjera itp. Szkolenie jest tylko przepustką do otrzymania diet za miłe spędzenie w grupie kilku godzin dziennie i otrzymania w/w gratyfikacji.
I kiedy tak słyszę dyskusje tych często młodych mam, co to im się należy od MOPS, to zadaję sobie pytanie: czego wy nauczycie swoje dzieci? Takiej wegetacji?, oczekiwania, że ktoś ci coś da bez wysiłku?
Zaczynam rozmowę, pytam o ich życie osobiste, często są to osoby z rodzin patologicznych, na rentach.
Próbuję je podnieść na duchu, puszczam film Sekret, krótki film z Nickiem Vujcicem, chcąc pokazać,
że w życiu są możliwe zmiany. Mówię o przedsiębiorczości, o założeniu spółdzielni socjalnych itp., możliwościach finansowania. Na 26 kobiet, może 2-3 zdecydowały się coś w życiu zmienić. A reszta? Załapie się na kolejne szkolenie, które ponowne będzie tylko przepustką do zdobycia nazwijmy to bonusów w postaci różnych bonów, kuponów, itp. Edukacja finansowa w szkołach? Jest czy jej nie ma. Jak spoglądam wstecz, przypominam sobie dziecięce lata. I książeczkę SKO, która była początkiem edukacji finansowej, uczyła bowiem oszczędzania.To był początek i koniec jednocześnie, bowiem szkoła ani podstawowa, tym bardziej średnia nie dały wiedzy, z która można iść przez życie. Z taką już typową edukacją finansową spotkałem się znacznie później, kiedy pojechałem na szkolenie Andrzeja Fesnaka i Franciszka Staniszewskiego, którzy z pasją
i z humorem uczyli o finansach osobistych, pokazali jak korzystać z kalkulatora finansowego. Oni zaczęli propagować, jak to nazwali „Program Edukacji Finansowej”, organizowali „Bieg po zdrowie finansowe, itp.
Tam tez spotkałem się z książkami Roberta Kiyosakiego, potem z innymi wydawnictwami traktującymi o finansach. Takiej wiedzy nie znajdzie się w podręcznikach szkolnych. Nawet w książkach z przedsiębiorczości. Bo one nie dają solidnej wiedzy z zarządzania, nie traktują na temat tworzenia wizji firmy, poszukiwania nisz rynkowych, systematyzacji biznesu i wielu innych niezbędnych informacji.
Mam nadzieję, że może wreszcie nowy już Minister Edukacji wyprowadzi oświatę na zupełnie inny poziom.

O Autorze 

Absolwent Europejskiej Akademii Planowania Finansowego, uzyskał Certyfikat Doradcy Finansowego €FG

    Znajdź mnie:
  • facebook
  • linkedin
  • skype